Od apki do ciemniejszego nieba

O tym, dlaczego zanieczyszczenie nieba nie jest dla nas dobre, a także jak włączyć się w obywatelskie działania na rzecz badania zanieczyszczenia nieba światłem opowiada dr Christopher Kyba z Centrum Badań Geofizycznych (GFZ) w Poczdamie. Wykład dr Kyby odbędzie się 5 października w planetarium.

Fot. Earth Science and Remote Sensing Unit, NASA Johnson Space Center

Dowiedz się więcej o spotkaniach z naukowcami w planetarium >>

Pana badania naukowe dotyczą  zanieczyszczenia nieba światłem. Czy zawsze to Pana interesowało?

Od zawsze interesowały mnie gwiazdy, więc zdawałem sobie sprawę z zanieczyszczenia świetlnego odkąd skończyłem 6 lat, ponieważ czasem patrząc w niebo w mieście, w którym dorastałem, prawie nie widziałem gwiazd. Moja praca w Poczdamie polega nie tylko na badaniu zanieczyszczenia świetlnego, ale również światła jako zjawiska.

Podobno zanieczyszczenie świetlne to jeden z najpoważniejszych problemów środowiskowych ze wszystkich. Czy jest naprawdę aż tak źle?

Światło ma naprawdę duży wpływ na wiele organizmów żyjących na Ziemi. W świecie zwierząt może wyglądać to tak: światło przyciąga wiele owadów, które zbytnio zbliżając się do, na przykład, latarni po prostu giną. To powoduje, że nie stają się częścią procesu wymiany biomasy, w którym normalnie uczestniczą. W rezultacie ptaki czy nietoperze tracą część pożywienia. To może również zmieniać sezonowe zachowanie wielu zwierząt – kiedy budzą się ze snu, rozmnażają, śpiewają. Tylko, że tutaj mówimy o zjawiskach powiązanych ściśle ze światłem pochodzącym z latarni. A wiele osób używa terminu zanieczyszczenie świetlne w odniesieniu do niepotrzebnego rozświetlenia nocnego nieba. Ja to nazywam poświatą nieba (ang. sky glow).

Dlaczego jest niepotrzebne?

Część światła które odbija się od podłoża i pozwala nam widzieć nasze otoczenie jest użyteczna. Ale jest też światło, które świeci na boki i trochę w górę od latarni – i to już nie służy nikomu do lepszego oświetlenia podłoża. A do wytworzenia tego światła potrzebna jest energia. Nawet jeśli korzystamy do tego celu z energii wiatrowej, farmę wiatrową też trzeba gdzieś postawić, co wpływa na środowisko naturalne. Czyli produkujemy energię do wytworzenia światła, którego potem nikt nie wykorzystuje.

Istnieje jednak wiele sposobów na rozwiązanie tego problemu, prawda?

Celem oświetlenia jest umożliwienie ludziom widzenia. Wyobraźmy sobie, że chcemy pan oświetlić jedną stronę zamku, by wyglądał bardziej atrakcyjnie. Możemy użyć jednej lampy albo stu tysięcy lamp. Załóżmy, że 10 lamp wystarczy, by zamek był widoczny z daleka. Jeśli mimo wszystko użyjemy stu tysięcy lamp, będzie już ekstremalnie jasno – czyli wszystkie te dodatkowe lampy to będzie wspomniane wyżej światło zmarnowane. Tak samo jest z naszymi ulicami. Jeśli oświetlamy je bardziej niż jest to konieczne do swobodnego poruszania się, to generalnie marnujemy światło. Pytanie jest zawsze jedno: widzisz czy nie widzisz? A bardzo rzadko jest tak, że ktoś widzi coś lepiej kiedy pada na to trochę więcej światła.

Znalazł pan sposób na zaangażowanie szerokiej rzeszy obywateli w swoje badanie nad zanieczyszczeniem świetlnym w miastach dzięki stworzeniu aplikacji. Dlaczego i jak pan ją stworzył?

Interesuje mnie czy niebo nadal staje się coraz jaśniejsze czy może, dzięki lepszej technologii, sprawimy, że będzie teraz ciemniejsze. A najlepszym sposobem na poznanie odpowiedzi na to pytanie jest po prostu zapytanie ludzi o to, ile gwiazd są w stanie zobaczyć. Mierzenie tego licznikiem nie powie nam tego samego, co powie nam ludzie oko. Jak jestem w Niemczech to chodzę czasem po okolicy i robię takie pomiary. Ale nie mogę zrobić tego samego w Warszawie (dopóki do niej nie przyjadę), Australii, Indiach czy Chinach. Jeśli byłbym tylko sam jeden w tym badaniu, nie mógłbym przeprowadzać pomiarów we wszystkich tych miejscach. Dzięki aplikacji  osoby, które chcą  przyłączyć się do badania, mogą działać w miejscach swojego zamieszkania, a potem udostępniać swoje pomiary innym zainteresowanym, w tym mnie. Dzięki temu z biegiem czasu widzimy, jakie zmiany zachodzą na niebie na całym świecie. Do tego zdecydowanie potrzeba zaangażowania zwykłych ludzi – naukowcy i badacze nie są w stanie zrobić tego sami. Potrzebujemy pomocy ludzi z zewnątrz. I oczywiście im więcej uczestników, tym cenniejszy jest tworzony przez nich zbiór danych. Jeśli udałoby nam się doprowadzić do sytuacji, w której 100 000 ludzi co roku obserwuje niebo, dałoby to nam naprawdę wiarygodne dane o zmieniającym się niebie.

Aplikacja nazywa się „Loss of the Night” i umożliwia wszystkim gromadzenie danych za pomocą smartfonów. Do teraz pobrano ją już ponad 50 tys. razy. Czy pomogła panu w badaniu w takim stopniu, w jakim pan tego oczekiwał?

Ta aplikacja właściwie jeszcze nie jest skończona. Mieliśmy wystarczające finansowanie na stworzenie i uruchomienie jej, ale teraz potrzebujemy pieniędzy, by ją rozpromować i dodatkowo ulepszyć. Jeśli uda się 10-krotnie zwiększyć liczbę jej użytkowników na całym świecie, to będzie duży sukces. Trochę praktyki w jej używaniu wystarczy, by robić naprawdę precyzyjne pomiary jasności nieba. W tej chwili nie posiadamy jeszcze tylu danych, żeby pozwoliło nam to wyciągać konkretne wnioski na temat zmian zachodzących na niebie, ale mam nadzieję, że wszystko będzie szło w dobrym kierunku. Jeśli reszta świata zaangażuje się w projekt w takim stopniu, jak Niemcy, będzie fantastycznie. Dlatego teraz musimy zająć się promowaniem projektu i dotarciem z nim do jak największej liczby potencjalnych uczestników.

Czy uważa pan, że zwykli obywatele mogą wspomagać prawdziwe, poważne badania naukowe?

Są różne rodzaje nauki obywatelskiej, niektóre bardziej nakierowane na samych obywateli. Jednym z moich ulubionych przykładów jest grupa rodziców z Wlk. Brytanii , która chciała przeprowadzić eksperyment z pieluszkami wielorazowymi. Chcieli się dowiedzieć w jakiej temperaturze należy je prać, by starczyły na jak najdłużej, ale na pewno były czyste, jakiego mydła do tego używać i czy samo mydło na pewno wystarczy. Przeprowadzili więc kilka eksperymentów i prali te pieluchy raz za razem, aby zobaczyć, kiedy będą do wyrzucenia. A potem stworzyli zestaw zaleceń, które realnie wpłynęły na zmiany niektórych rekomendacji NHS, czyli brytyjskiej publicznej służby zdrowia.

Każdy może badać kwestie naukowe nawet w ramach własnej społeczności lokalnej i wspólnie szukać odpowiedzi na pytania – czasem również we współpracy z naukowcami i badaczami.

Co poza pomiarami i zwiększaniem ludzkiej świadomości można zrobić, by walczyć z zanieczyszczeniem świetlnym?

Pomaga decyzja ze strony władz miejskich o stosowaniu bardziej nowoczesnego oświetlenia, ale trzeba też dokładnie przemyśleć sposób, w jaki się to robi. Jeśli jest miasteczko, które postanawia wymienić oświetlenie finalnie może się okazać że – ze względu na atrakcyjną cenę – kupili więcej latarni niż posiadali wcześniej. Myślę, że małe miasta i miejscowości potrzebują czasem więcej pomocy ze strony władz. Znam przykład pewnej wsi w Niemczech, która chciała kupić latarnię bardzo przyjazną środowisku. Kupili więc taką, która nie emituje żadnego światła do góry, ale za to jest ok. 20 razy jaśniejsza niż jest potrzebne do oświetlenia ulicy, na której stoi. I tutaj właśnie problem jest taki, że choć ludzie chcieli dokonać naprawdę odpowiedzialnego i dobrego zakupu, kupili nie to, czego tak naprawdę potrzebowali.

Czy wierzy pan w to, że takie zaangażowanie obywateli może coś zmienić?

Moim wielkim marzeniem jest, by – powiedzmy za 50 lat – ulice były oświetlane w taki sposób, że  stojąc w parku miejskim będzie można dostrzec gwiazdy. Może z centrum Warszawy nadal nie będzie widać Drogi Mlecznej, ale jeśli zastosujemy odpowiednie oświetlenie w mieście średniej wielkości, jak choćby Poczdam, w przyszłości powinniśmy być w stanie ją dostrzec nawet z jego centralnego placu.

Wersja Loss of the Night na Android >>

Wersja Loss of the Night na IOS >>

Rozmawiał: Dominik Roszkowski
data publikacji: 29.09.2017